Opowiadanie o Harry'm
Znowu powtarza się historia sprzed paru lat. Spotykam go, wmawiam
sobie, że tym razem, nie będę się angażować, nie będę mu ani sobie samej
robić nadziei, bo i tak wiem, że gdy przyjdzie co do czego, stchórzę. A
potem nagle zdaję sobie sprawę z tego, że już się zaangażowałam. Że
wpadłam po uszy.
Wiem jaki jest Harry, wiem że nie warto liczyć na stały związek. No
ale cholera jasna, odkochać się wcale nie jest tak łatwo! Za każdym
razem, kiedy patrzę mu w oczy, wmawiam sobie, że to nic dla mnie nie
znaczy. Ta, jasne. Od środka cała się rozpływam.
Uwielbiam, jak wieczorem puka w szybę okna i błaga, żeby wpuścić go
do środka, uwielbiam kiedy przynosi dla mnie babeczki na śniadanie,
kiedy siada obok mnie w ławce i posyła mi tysiąc swoich uwodzicielskich
uśmiechów i spojrzeń. Bo to jest właśnie ten mój Harry, w którym się
zakochałam.
Ale na razie jesteśmy tylko przyjaciółmi. Bo boję się tego, co
mogłoby się stać, gdyby któreś z nas odważyło się zrobić pierwszy krok.
Sama nie wiem jak bym zareagowała. Nie wiem, czy przez jakąś głupią,
nieprzemyślaną odpowiedź nie zniszczyłabym całej naszej przyjaźni. Bo,
jak to mówią, od miłości do nienawiści jeden krok.
A więc... Harry Styles. Styles... Dlaczego, no dlaczego on musi mieć
w sobie tyle uroku? Dlaczego na sam jego widok czuję stado wirujących
motyli w moim brzuchu? Dlaczego akurat on?
Właśnie to pytanie zadawałam sobie przez cały dzisiejszy wieczór i
kawałek nocy, nieudolnie próbując zasnąć. Co chwilę zerkałam na
wyświetlacz telefonu, sprawdzając czy przypadkiem nie napisał chociażby
głupiego "dobranoc". Nie oczekiwałam, że będzie przenosił dla mnie góry.
Wystarczało mi tylko to, że był, gdzieś tam, obok mnie.
Przynajmniej na jakiś czas mi to wystarczało. Potem potrzebowałam
coraz więcej jego uwagi, coraz więcej jego ciepła, jego zapachu i jego
obecności. Był jak narkotyk. A nie sądziłam, że można uzależnić się od
człowieka.
Z każdym dniem powstrzymywanie się od wyznania mu prawdy było coraz
trudniejsze, prawie niemożliwe. Ale uporczywie czekałam, aż to on zrobi
pierwszy krok. Grałam na zwłokę, udawałam niedostępną. I przyznam, że
miałam tego serdecznie dość. Ukrywanie swoich uczuć na siłę to fatalna
sprawa.
- [T.I.], śpisz? - zapytał któregoś dnia, gdy szliśmy razem do domu.
- Idę, czyli nie śpię - mruknęłam.
- Jesteś ostatnio jakaś nieobecna - zauważył.
- Nie wysypiam się.
- Sama mi dzisiaj mówiłaś, że spałaś dwanaście godzin, więc to się nie trzyma kupy. Co cię gryzie?
- Komar - zbyłam go. Nie lubiłam zaczynać tego tematu.
- W zimie nie ma komarów. Widzę, że coś ukrywasz, tylko nie rozumiem dlaczego nie chcesz mi o tym powiedzieć.
- Nie ma o czym mówić.
- Ale ja chcę wiedzieć!
- Dlaczego?! - zaczynałam się denerwować.
- Bo mi na tobie cholernie zależy! - krzyknął, spoglądając mi głęboko w
oczy. Ludzie wokół nas wywietrzyli intrygę i momentalnie zaczęli się nam
przysłuchiwać, myśląc że robią to dyskretnie. Pudło.
- Harry... - zaczęłam cicho. - Ja...
- Wiem, może nie czujesz tego samego, bo... no w sumie sam nie wiem
dlaczego. Okropnie mi na tobie zależy, okropnie, strasznie, bardzo,
bardzo, najbardziej na świecie - wyrzucił z siebie.
- Coś jeszcze? - uśmiechnęłam się.
- Tak - odparł, przysuwając swoją twarz do mojej. - Kocham cię - wyszeptał.
W ramach odpowiedzi, delikatnie zetknęłam jego wargi ze swoimi. Po
raz pierwszy w życiu skosztowałam smaku swojego narkotyku. Biło od niego
miłe ciepło, pachniał jakimiś drogimi perfumami, a jego starannie
ułożone loczki delikatnie łaskotały mnie w policzki. Było dokładnie tak
jak to sobie wymarzyłam: miło, nastrojowo, magicznie.
- Skończysz, wreszcie? - wyszeptał po jakimś czasie. - Muszę sobie na ciebie popatrzeć.
Uśmiechnęłam się i splotłam jego palce ze swoimi. Co to ja mówiłam? Aha, że nie będę się angażować. Chrzanić moje zasady.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć mam nadzieję że wam się podoba to opowiadanie o Hazzie :D Następne opowiadanie pojawi się za tydzień w sobotę o Lou :p
Mrs.Styles :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz