Opowiadanie o Niallu Horanie dla Moniki Schaper :*
- Miałaś kiedyś marzenie? - spytał Niall, siadając obok mnie na pomoście.
- Miałam wiele marzeń - uśmiechnęłam się do naszego odbicia w pomarszczonej tafli jeziora.
- A miałaś takie, w które bardzo mocno wierzyłaś, ale i tak wiedziałaś, że nigdy się nie spełni?
- Miałam... - westchnęłam.
- A ono tak nagle się spełniło? - ciągnął. - Tak wiesz, jakby Bóg -
spojrzał w niebo - czuwał nad tobą i sprawił, że wydarzył się cud i
twoje marzenie stało się rzeczywistością?
- Nie - szepnęłam cicho.
Niall otworzył usta, ale nie powiedział nic. Zamknął je z powrotem i
głośno nabrał powietrza. Siedział jak zaklęty i wpatrywał się w wodę.
- A ty miałeś takie marzenie? - spytałam, chociaż wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
- Miałem - uśmiechnął się na samo wspomnienie o nim. - O zespole. I o przyjaciołach.
- Spełniło się - przekrzywiłam głowę w jego stronę i spojrzałam mu w oczy.
- Tak... - wyszeptał. - Ale wiesz... myślę, że Bóg kocha cię bardziej
niż mnie. Przynajmniej powinien. No bo popatrz ile pomyłek w swoim życiu
popełniłem, ile razy zraniłem ludzi, nawet ciebie - nakrył wierzchem
swojej dłoni moją dłoń. - A on sprawił, że jestem tym kim jestem.
- Niall Horan, idol nastolatek - parsknęłam cicho. - Marzenie niejednej
dziewczyny. Najlepszy z najlepszych przyjaciół - dokończyłam.
- Chciałbym - odparł. - Szczerze? Jakbym był kimś innym, to zazdrościł bym sobie ciebie.
- Nie ma czego zazdrościć - przyznałam. Tak też myślałam. To nie było zwykłe użalanie się nad sobą.
- [T.I.]... - zaczął, ale zamilkł.
Spojrzałam na niego pytająco i uśmiechnęłam się najdelikatniej jak
umiałam. Jego dłoń delikatnie gładziła moją. Wykonałam zachęcający gest
ręką. Niall westchnął i dokończył:
- Pamiętasz jak byliśmy tacy maleńcy? - wskazał ręką wysokość. - I jak
podszedłem do ciebie, włożyłem ci plastikowy pierścionek na rękę i...
- I powiedziałeś, że od teraz jestem twoją żoną? - zaśmiałam się.
- Tak - on też się zaśmiał. - Tylko, że wtedy moim argumentem było tylko to, że jesteś ładna.
- Faktycznie, dowód prawdziwej miłości - uśmiechnęłam się.
- Wiem, to było takie oklepane, ale zgodziłaś się - spojrzał mi w oczy.
- Bo ty też byłeś ładny - wyznałam.
- I nosiłaś ten pierścionek, aż do piątej klasy, kiedy zrobił się za mały - wspominał.
- Ale potem nosiłam go na łańcuszku. Bardzo, bardzo długo - dokończyłam.
- Wiesz co? To była najwspanialsza rzecz na świecie - świadomość, że dla
kogoś znaczysz tak wiele. Bo po co nosiłaś ten obciachowy pierścionek?
- Rzeczywiście był obciachowy...
- No właśnie. A ja poszedłem do X-Factora, chociaż obiecałem ci, że cię
nie opuszczę... A jak potem znowu cię zobaczyłem, to go nie miałaś -
spuścił wzrok.
- Do czego zmierzasz?
- Pamiętam, że to zabolało bardziej niż to, gdy powiedzieli nam, że już koniec.
- Potem przecież stworzyli z was zespół - nadal nie rozumiałam.
- No wiem, światowa kariera, fani, sława, bogactwo... Zyskałem tak
wiele, mogłem uznać siebie za najszczęśliwszego człowieka na świecie... I
próbowałem takim być. Ale ten jeden cholerny drobiazg nie dawał mi
spokoju - ciągnął.
- Ten pierścionek? - zdziwiłam się.
- Tak.. bo pomyślałem sobie, że już nic dla ciebie nie znaczę, że już o mnie zapomniałaś.
- Ale Niall - chwyciłam jego dłoń. - Jak bym mogła? - uśmiechnęłam się.
- Byłem po prostu o tym przekonany - wyznał. - I ja.. ja tak strasznie
cię tym zraniłem. Naprawdę [T.I.], bardzo, bardzo cię przepraszam, byłem
taki głupi, że poszedłem do tego X-Factora! Mogłem tam nigdy nie iść!
- Ale przecież zyskałeś sławę, to nie o tym marzyłeś?
- Może i tak, ale... ale wtedy zrozumiałem, że jesteś tysiąc razy
ważniejsza od głupiej sławy. Sława mija.. A miłość przecież trwa
wiecznie - uśmiechnął się. - Tak [T.I.], przecież wiesz, że cię kocham.
Tak bardzo cię kocham - wyszeptał.
W moim brzuchu zatrzepotało stado motyli. Przytuliłam się do niego i
pozwoliłam mu złożyć na swoich ustach delikatny, tak jak te wszystkie
motyle, pocałunek.
- Nigdy nie byłaś dla mnie tylko przyjaciółką - mówił. Chciałam, żeby
nigdy nie przestawał. - I wiesz co? Zacząłem obsesyjnie chodzić po
wszelkich sklepach z rupieciami i szukać takiego samego pierścionka. I w
końcu znalazłem. Ale on już nie był taki jak tamten. To była po prostu
kupa plastiku.
Słuchałam jego słów jak zahipnotyzowana. I wtedy przypomniałam sobie o
czymś bardzo, bardzo ważnym. Otworzyłam torebkę i poszperałam przez
chwilę w środku. Po chwili wyciągnęłam z niej coś i zamknęłam w dłoni.
- Popatrz - szepnęłam otwierając dłoń. Słońce odbijało się od powierzchni tego drobiazgu.
- To on? - zachwycił się chłopak chwytając w palce kawałek plastiku.
Obchodził się z nim jak z najcenniejszą chińską porcelaną. - Nie
wyrzuciłaś go? - popatrzył mi prosto w oczy i bardzo, bardzo szeroko się
uśmiechnął.
- Nigdy w życiu bym go nie wyrzuciła - zaśmiałam się. - W końcu to mój zaręczynowy, prawda?
- A więc [T.I.] - powiedział, lekko się do mnie przysuwając. - Czy... czy zostaniesz ze mną już na zawsze?
- Oczywiście - odszepnęłam i wyjęłam z jego dłoni pierścionek.
Założyłam go na najmniejszy palec. I uważnie się mu przyjrzałam. Po
mojej twarzy zaczęły spływać łzy. Zamknęłam oczy i w zupełnej ciemności
odszukałam usta Nialla i złączyłam je ze swoimi. Na zawsze.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Noi pierwsze opowiadanie! Mam nadzieję że wam się podoba następne opowiadanie pojawi się w sobotę za 2 dni o Harry'm :p
Czekam na komentarze :D
Mrs.Styles :*
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń